sobota, 21 lutego 2015

Zdecydowałam




I'm going to die, 

I'm going to die, 
It's going to happen. 
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?

There's no way out...

I'm going to die,
You are going to die,

There's no way out...

There's no way out...

There's no way out...

I'm going to die, 
I'm going to die, 
It's going to happen. 
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?

There's no way out...

There's no way out...

There's no way out...

I'm going to die, 
I''m going to die, 
It's going to happen. 
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?

There's no way out...

There's no way out...

I'm going to die, 
I'm going to die, 
It's going to happen. 
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?

There's no way out...

There's no way out..

T piosenka towarzyszyła mi w nocy, a raczej o poranku 21 lutego. Dopadła mnie jakaś niemoc. Kompletne załamanie. Kompletny żal, że zupełnie nic nie a sensu.


Bo po co żyję? Po co jestem?

Niby jest dobrze.
Niby ciągle się uśmiecham, wychodzę nawet do ludzi.
Niby walczę.
O co?
Otwarte piwo, spalony papieros.
W głowie lekko się kręci, krok nie jest zbyt pewny. Wręcz chwiejący gdy próbuje wstać. jest tak późno.  Siedzę przy kuchennym oknie wciąż męcząc złoty napój. Czasem słyszę przejeżdżające samochody. W większości są to wielkie tiry, które przewożą jedzenie. Wygrywam. Nie jem. Mimo ogromnej chęci by wypełnić skurczony żołądek. 2 łyżki lodów. Wyplucie. Wanilia na języku. Obżydliwa kaloria, która chce zawładnąć moim ciałem.
Wielki wstyd.
DOm jest taki pusty.
Taki samotny.
Tak zimny.
Jasny, lecz ponury.

Cel życia każdego z nas?

Prokreacja. Rozmnażamy się i umieramy zostawiając kolejne silniejsze? pokolenia. One robią to samo. A to, że czujemy, myślimy? Co to oznacza? Ewolucja. Jesteśmy szczebel wyżej od pospolitych zwierząt. To wszystko.
Gdybym zniknęła. Po prostu. 
I tak umrę. Prędzej czy później. To bez znaczenia. I tak to nastąpi. Po prostu. Ot tak. Umrę. Jak każdy zostawię po sobie jakiś mikro ślad, który nie będzie miał znaczenia. Może uszczęśliwie po drodze kila osób, może będę cierpieć. Who cares?
Zdecydowałam umrzeć. Ot. tak. Zwyczajnie. Po prostu. Jak każdy.
A po drodze przeżyje kilka uciech. Kilka porażek. Jak każdy.
Umrę. Tylko nie wiem kiedy.
I tak nie ma odwrotu.
Wznoszę toast za wszystkich nieobecnych.
Zdrowie za to, że nie czujecie tego co ludzkie i przyziemne.
Po co ta cała gonitwa? Za czym? Za pieniądzem, miłością, szczęściem. Głupota. Chwilowa radość. Udaję szczęśliwą żeby nie martwić przyjaciół czy rodziców.
Po co kolejne przygnębione osoby?

Bilans niewielki. Koło 300 kcal.
Ostatnio było jeszcze mniej.
Bo po co jeść? Dla chwilowego szczęścia?

wtorek, 17 lutego 2015

Jakże mi dobrze

Walka z laptopem (dziad nie chciał się zaktualizować)
Na szczęście wszystko sama naprawiłam. Taki geniusz informatyczny ze mnie :)

Zrobiłam dziś perfekcyjne zakupy.
Co kapelusznica kupiła?
*serek wiejski,
*kapuste pekińską,
*marchew,
*3 banany,
*pomarańczowe gumy do żucia

I żadnych słodyczy czy pieczywa! O dziwo nawet nie pomyślałam, że kupię coś słodkiego. A przyjaciółka, która była razem ze mną wzięła bułki i wafelek. 
No no no. Aż się uśmiechnęłam :)

Rozpiera mnie duma.
Wyzwanie pośladkowe trochę gorzej mi idzie.
Jednak odrabiam.

Post będę pisać raz w tygodniu.
Wszystko zapisuje w swoim czarnym kalendarzu.

Bilans:
-mały banan,
-kawa,
-większa marchew,
-gotowany kalafior,
-3 placki (szpinak,jajko,otręby,jogurt)
-guma
-kawa

Ćwiczenia:
-240 przysiadów
-unoszenia nóg
-deska 130 s
mel b pośladki
-ćwiczenia na muffinke 

Czuję napływ motywacji. Po części kieruje mną zazdrość. Przyjaciółka ma idealne ciało. Gdybyście mogły ją zobaczyć! Chudzina z wyćwiczonymi pośladkami i ładnym biustem. Ale, ale. Ja też mogę taka być. Po przysiadach zauważyłam, że powoli znika mi cellulit. Są postępy. Do końca miesiąca ma zamiar co 2 dni ćwiczyć skalpel. I nie ma, że boli. 


Dostałam komplement. Od kolegi. A komplement=jeszcze większy kop!

Nie dam się.
Nie dam się.
Nie dam się.
Nie dam się.
Nie dam się.
Nie dam się.
No nie dam się!
Poradzisz sobie. Stać Cię na wiele. Nie załamuj się, a wszystko pójdzie po Twojej myśli.

Niedługo podam wymiary.
Zmierzę się i zważę w niedzielę.
Obym się nie zawiodła.

Kłaniam się!

środa, 11 lutego 2015

Nie poddawaj się.

Wkładam gumę do ust. Najpierw jedną, potem drugą. Oto posiłek chudych bogów.
Nektarem jest boska kawa, a ambrozją guma.

Guma traci smak. Zrobiła się gorzka. Paskudna. Ale żuję dalej. Brzuch szaleńczo burczy, ale nie dostaniesz sukinsynie ani okrucha. Skręcasz się? Czuję. Boli. Ale to jest do zniesienia. Do tego idzie przywyknąć.
Zalewam się w trupa. Cysterna zimnej wody. Hektolitry kawy.
I żłopie w ukryciu jak samotny alkoholik. Pije do lustra bezmyślnie gapiąc się na własne odbicie.

-Cześć nieudaczniku.
-Spierdalaj

Wiele agresji kryje się w mojej delikatnej duszy.
Ale nauczyło mnie tego życie. Inaczej zostałabym pożarta. Zdeptana przez silniejsze jednostki. To jest wojna. Przeżywa najsprytniejszy

Pochwalę się, że ćwiczę.
Wyzwanie pośladkowe dzień 11,
deska również wyzwanie dzień 11
W ciągu ostatnich dni zrobiłam 3 skalpele. Zakwasy już przestały mnie męczyć, więc cieszę się niezmiernie.

Idę na wielką imprezę. Nic nie zjem. Tylko trochę wypiję. W końcu muszę oblać egzaminy.

Co dziś zjadłam?
Sałatkę z białej kapusty, łyżki jogurtu greckiego i przypraw,
kawałek pieczonej piersi z kurczaka,
kilka łyżek kaszy pęczak (moja nowa miłość)

Centymetr robi sobie ze mnie jakieś jaja. Obrzydliwie spuchłam. Jak bania. Tak prawdopodobnie to wina spóźniającego się okresu, Ale jak to wszystko ze mnie zejdzie to w końcu zobaczę w lustrze ładną sylwetkę.




Chcę mieć takie ciało♥ Może odrobinę szczuplejsze uda. Chociaż nawet takimi nie pogardzę.



Siła jest w NAS

środa, 4 lutego 2015

Czas na herbatę



O jakże wczorajszego wieczoru miałam ochotę coś zjeść. Cokolwiek. W lodówce dumnie spoczywał kubek jogurtu greckiego. O gdyby tak zjeść go z odrobiną słodzika? Jakiś owoców? Jogurty są zdrowe. A gdyby tak. Nie. Koniec tego dobrego. Nie jedz po 22. Nie wolno. To nic, że praktycznie nie śpisz. TO nic, że zasypiasz głodna o 7 nad ranem. Nie możesz jeść. Powinnaś poczuć jeszcze większy głód, który popchnie Cię w ramiona szczupłości. Przecież tego chcesz. Bardzo tego chcę. Tak okropnie brzydzi mnie moje ciało. Zrobiłam porównawcze zdjęcia. Jestem jakaś dziwnie wzdęta. Może to wina okresu? Nie zwalaj na okres! Dobrze. Nie zrobię tego. Jadłam, więc naturalną kolejnością jest tycie. A nie jadłam samych pięknych rzeczy. Pieczywo prawie wyeliminowałam ze swojego jadłospisu. Czasem tylko zdarza się zjeść bułkę czy kanapkę. Ale to raz na tydzień? Czasem rzadziej, Największym błędem jest używanie mąki. Naleśniki, panecakesy, domowe ciasteczka. Kocham. Chociaż teraz powinnam szczerze je znienawidzić. Kapelusznik od teraz zamiast słabej herbaty piła aromatyczną siekierę. Bez ciasteczek. Nie ma rączek, nie ma ciastka. Obetnę ręce, strace kilogramy i nie będę dobrowolnie pakować sobie jedzenia do ust. Taki tam czarny humor, który wręcz uwielbiam.
A chęć jedzenia poczułam gdy z pewnego powodu zrobiło mi sie cholernie smutno. Pewnie doskonale znacie ten stan przygnębiającej beznadziejności gdzie czujesz i wyglądasz jak kupa. Chociaż... W tym wypadku poczciwy kał ma więcej gracji.
Cóż. takie życie.
Na szczęście wygrałam z niewielkim głodem.
Wygrałam?
Pomyślmy. Ten oto bilans miałam zaplanowany już w nocy. Doskonale wiedziałam co chcę zjeść. Wręcz nie mogłam się doczekać dnia dzisiejszego gdzie w końcu włożę do ust coś innego oprócz płynów, Odzwyczaiłam się pić kawę. Ale w moim wypadku jest ona potrzebna. Bez niej nie dam rady. 
Gumy do żucia. Czym więcej tym lepiej. Żuję jak stara krowa na pastwisku złośliwie zabijając siadające na moim zacnym zadzie muchy. Muchy te są symboliką ludzi, którzy we mnie nie wierzą. A ja im pokażę. Już niedługo. Jeszcze tylko trochę. Aż całkowicie wytopię nadmiar tego paskudztwa ze swojego ciała.
Jak można się tak zaniedbać? Jak?! Tłuste bydle.

Kapelusznica pochłonęła takie oto kąski:
*pieczony ziemniak z rozmarynem
*cholerne serowe spaghetti 
*kawałek kapusty

Okropny bilans. Nie mogę jeść wspólnie z współlokatorami. Miałam nie jeść nic po tym makaronie. Ale dzień był dość aktywny, a głód nie dawał mi spokoju.

Nauczyłam się piec. Wszystko. Zawsze obrzydzał mnie widok tłuszczu. TŁUSTY kawał mięcha utopiony we wrzącej, oleistej lawie. albo drugi widok. Piękne, jędrne warzywo w tymże kalorycznym paskudztwie. Okropieństwo. Smażyć warzywa? To profanacja jak jedzenie pizzy z ketchupem (tak włosi nie potrafią tego zrozumieć gdyż pizza jest dla nich prawie świętością)

Ta noc była dla mnie wyjątkowo dziwna. O ile zazwyczaj cieszę się dobrym filmem/książką/nauką jezyka to teraz było to dla mnie niemożliwe. Był we mnie jakiś taki dziwny lęk. Zwidy. Wydawało mi się, że ktoś otworzył drzwi od mojego pokoju, później coś się zaświeciło. A we mnie było tyle nienawiści do wszystkiego. I wszystkich. Skąd we mnie coś takiego?
Doskonale znam odpowiedź na to pytanie. GŁÓD.





Narzekanie nie zabije tłuszczu. Czas brać się do roboty, a nie płakać.

wtorek, 3 lutego 2015

Kim jestem, czego pragnę, co zdobędę

Witam wszystkich w moim małym świecie.
Kto ja? Po prostu młoda kobieta, która znacznie przytyła, a kiedyś miała całkiem niezłą figurę.
Zamierzam do tego wrócić.
W niekoniecznie zdrowy sposób.
Pro ana? Spotkałam się z tym. Można powiedzieć, że przez pewien czas w tym tkwiłam. Wiecie... GŁODÓWKI. Uwielbiałam je. Bardzo.
Będę tu dopóki nie schudnę/nie wyrobie ciała.
Masa jest. Czas na rzeźbę!
A teraz czas na to co najgorsze.

Wymiary
talia-74 cm          
brzuch-86 cm
biodra-94 cm
udo-57 cm
łydka-38 cm
kostka-26 cm
nadgarstek-16 cm
ręka w najszerszym miejscu-34 cm
bmi to jakieś 23

A kiedyś miałam takie ładne kosteczki.
Niestety fala zajadania stresów zabiła moje ciało...
co chciałabym osiągnąć?
Po prostu szczupłe ciało. Brak cellulitu.
Żeby poczuć się dobrze w swoim ciele.
Byłoby cudownie.
Już nie chcę kościstego ciała.
Chcę po prostu wyglądać dobrze.
Tylko tyle.
Albo aż tyle.
Żeby mieć piękny, podniesiony tyłek, szczupłą talię, zgrabne, twarde nogi.
I może nie wybieram najmądrzejszego sposobu. Ale to moje życie. Moje ciało.
Wstępny plan to po prostu jeść zdrowiej. Lepiej. Standardowo mniej słodyczy i alkoholu. Mniej fast foodów.
Zaczęłam robić wyzwanie pośladkowe i deskę.

dzień 3.
60 przysiadów
60 pajacyków
mel b pośladki
30 sekund deski

a co zjem?
-kilka gum,
-2 pieczone ziemniaki,
-sałatkę z białej kapusty  2 łyżek orzechów włoskich

Walczcie!