I'm going to die,
I'm going to die,
It's going to happen.
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?
There's no way out...
I'm going to die,
You are going to die,
There's no way out...
There's no way out...
There's no way out...
I'm going to die,
I'm going to die,
It's going to happen.
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?
There's no way out...
There's no way out...
There's no way out...
I'm going to die,
I''m going to die,
It's going to happen.
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?
There's no way out...
There's no way out...
I'm going to die,
I'm going to die,
It's going to happen.
What difference does it make
If it is tomorrow or eigthy years?
There's no way out...
There's no way out..
T piosenka towarzyszyła mi w nocy, a raczej o poranku 21 lutego. Dopadła mnie jakaś niemoc. Kompletne załamanie. Kompletny żal, że zupełnie nic nie a sensu.
Bo po co żyję? Po co jestem?
Niby jest dobrze.
Niby ciągle się uśmiecham, wychodzę nawet do ludzi.
Niby walczę.
O co?
Otwarte piwo, spalony papieros.
W głowie lekko się kręci, krok nie jest zbyt pewny. Wręcz chwiejący gdy próbuje wstać. jest tak późno. Siedzę przy kuchennym oknie wciąż męcząc złoty napój. Czasem słyszę przejeżdżające samochody. W większości są to wielkie tiry, które przewożą jedzenie. Wygrywam. Nie jem. Mimo ogromnej chęci by wypełnić skurczony żołądek. 2 łyżki lodów. Wyplucie. Wanilia na języku. Obżydliwa kaloria, która chce zawładnąć moim ciałem.
Wielki wstyd.
DOm jest taki pusty.
Taki samotny.
Tak zimny.
Jasny, lecz ponury.
Cel życia każdego z nas?
Prokreacja. Rozmnażamy się i umieramy zostawiając kolejne silniejsze? pokolenia. One robią to samo. A to, że czujemy, myślimy? Co to oznacza? Ewolucja. Jesteśmy szczebel wyżej od pospolitych zwierząt. To wszystko.
Gdybym zniknęła. Po prostu.
I tak umrę. Prędzej czy później. To bez znaczenia. I tak to nastąpi. Po prostu. Ot tak. Umrę. Jak każdy zostawię po sobie jakiś mikro ślad, który nie będzie miał znaczenia. Może uszczęśliwie po drodze kila osób, może będę cierpieć. Who cares?
Zdecydowałam umrzeć. Ot. tak. Zwyczajnie. Po prostu. Jak każdy.
A po drodze przeżyje kilka uciech. Kilka porażek. Jak każdy.
Umrę. Tylko nie wiem kiedy.
I tak nie ma odwrotu.
Wznoszę toast za wszystkich nieobecnych.
Zdrowie za to, że nie czujecie tego co ludzkie i przyziemne.
Po co ta cała gonitwa? Za czym? Za pieniądzem, miłością, szczęściem. Głupota. Chwilowa radość. Udaję szczęśliwą żeby nie martwić przyjaciół czy rodziców.
Po co kolejne przygnębione osoby?
Bilans niewielki. Koło 300 kcal.
Ostatnio było jeszcze mniej.
Bo po co jeść? Dla chwilowego szczęścia?


